Notka dotyczy porównania mechanizmu wyborczego do niższej izby parlamentu obowiązującego w Republice Białoruś i w III RP.
Tekst jest reprintem notki z maja 2020 roku – pod tym samym tytułem – opublikowanej na Salon24 i jow.pl.
Polsko – białoruskie powinowactwo wyborcze?
W
pierwszej mojej notce na Salonie24 pt. „Prawo
kandydowania a prawo zgłaszania w wyborach”
dowodziłem ciągłości systemu wyborczego III RP z analogicznym
funkcjonującym w PRL.
W następstwie
opublikowanych niedawno na Salonie dwóch notek dotyczących
demokracji i autokracji przyjrzałem się systemowi wyborczemu
funkcjonującemu u naszego wschodniego sąsiada czyli w Republice
Białoruś.
Co prawda Republika
Białoruś została zaklasyfikowana do czwartej, najniższej grupy
państw określanych mianem „reżimy totalitarne” ale III RP, ze
swoją 30 letnią bohaterską walką o demokrację, znalazła się na
końcu drugiej grupy pn. „demokracje wadliwe” i już za niedługo
może spaść do trzeciej ligi zwanej „systemy
hybrydowe".
Zatem moje porównanie ma jakiś sens
tym bardziej, że naukowcy opracowujący wskaźnik demokracji
(Democracy Index) biorą pod uwagę różne kryteria w tym m.in.
proces wyborczy funkcjonujący w analizowanym państwie.
Oto kilka danych porównawczych dotyczących prawa wyborczego do
organu ustawodawczego czyli do Izby Reprezentantów RB i Sejmu
RP:
1. W Konstytucji RB mamy następujący
zapis:
„Artykuł 69. Prawo do zgłaszania kandydatów na
posłów należy do stowarzyszeń publicznych, kolektywów pracy i
obywateli zgodnie z prawem.”
Przyznam się, że nie zgłębiałem
tego zapisu zawężonego do treści „Prawo do zgłaszania
kandydatów na posłów należy do /…/ obywateli” w białoruskim Kodeksie Wyborczym,
który ma 156 artykułów i 130 stron.
Ile głosów poparcia
musi uzyskać kandydat, aby znaleźć się na ballot – karcie? A
może funkcjonuje zasada depozytu? Oto jest pytanie.
Formalnie –
dla obywatela - wygląda to nieźle choć w warunkach białoruskiej
autokracji ten zapis może być martwy.
W polskiej Konstytucji czegoś podobnego nie ma. Za to ustawa
niższej rangi – czyli Kodeks wyborczy z 2011 roku – nie
pozostawia złudzeń:
„Art. 84.§ 1. Prawo zgłaszania
kandydatów w wyborach przysługuje komitetom wyborczym.”
Prawo kandydowania na posła ograniczone zostało do
prawa zgłaszania kandydatów przez niekonstytucyjne epizodyczne byty prawne nazwane komitetami wyborczymi, które zaimplementowano do polskiego systemu wyborczego. W III RP suweren czyli obywatel jest „zerem”.
Na
marginesie przypomnę tylko, że ordynacja wyborcza z 1952 roku
mówiła, iż: „Prawo zgłaszania kandydatów na posłów
przysługuje organizacjom politycznym, zawodowym i spółdzielczym,
Związkowi Samopomocy Chłopskiej, Związkowi Młodzieży Polskiej,
jak również innym masowym organizacjom społecznym ludu
pracującego”.
2. W Konstytucji RB
jest zapis, że wybory deputowanych są:
powszechne, wolne,
równe, bezpośrednie i tajne.
Wyżej wymienione pięć zasad
jest zgodne z wytycznymi dla państwa demokratycznego ujętymi w
Kodeksie
dobrej praktyki w sprawach wyborczych
Rady Europy z 2003 roku.
Paradoksalnie Republika Białoruś,
jako jedyne państwo w Europie, nie należy do Rady Europy a Polsce,
która jest członkiem Rady, nie chce się nawet urzędowo
przetłumaczyć wspomnianego dokumentu.
Być może dlatego Konstytucja III RP uznaje tylko 4 zasady kodeksowe
Rady pomijając bezceremonialnie zasadę wyborów wolnych. Widocznie
jej autorzy mieli – po przejściach lat 1980 i 1981 - mocną
awersję do nazwy „wolny”, która jest synonimem takich
przymiotników jak „samorządny” czy „niezależny”.
3.
Systemy wyborcze obu naszych państw są - z punktu widzenia teorii i
praktyki wyborczej - diametralnie różne:
- w RB mamy system
większościowy:
Izba Reprezentantów ma 110 deputowanych
wybieranych w 110 okręgach wyborczych; z tego wynika, że 1 okręg
liczy ok. 82 tys. mieszkańców. System ten jest stosowany w
mateczniku nowożytnej demokracji czyli w Zjednoczonym Królestwie i
zwany jest popularnie JOW.
- w III RP mamy system
proporcjonalny:
Sejm ma 460 posłów, którzy wybierani są w
41 okręgach wyborczych, gdzie 1 okręg liczy prawie milion
mieszkańców. Praojcem tego systemu jest ludowa demokracja
PRL.
4. W związku z ww. pkt.3 wymaga
pewnego wyjaśnienia obserwacja o treści: jak funkcjonuje system JOW
do najniższej Izby Parlamentu w warunkach państwa zaliczonego do
tzw. „reżimu autorytarnego”.
Formalnie Białoruś jest
państwem demokratycznym, o czym świadczy zapis w artykule 1
białoruskiej konstytucji: „Republika Białoruś jest jednolitym
demokratycznym socjalnym państwem prawa”.
W warunkach ordynacji JOW - dla przeciętnego obywatela Białorusi –
liczy się kandydat na deputowanego a nie lista partyjna jak w III
RP. W wolnych wyborach wygrywa najlepszy. To od wyborców zależy,
czy zwycięskim kandydatem będzie osoba nominowana przez partię
wodzowską czy ktoś inny.
W 2016 roku posłanką do Izby
Reprezentantów została Anna Kanapacka ze Zjednoczonej Partii
Obywatelskiej. Ledwo co została deputowaną a już zamanifestowała
konieczność zmiany systemu większościowego, dzięki któremu
dostała się do Izby zamiast wzmacniać „demokrację” a osłabiać
„autokrację” – jeśli oczywiście większość wyborców tego
by sobie życzyła. Pani Kanapacka w następnych wyborach do Izby w
2019 roku odpadła w swoim jednomandatowym okręgu.
Z tego pobieżnego oglądu białoruskiej demokracji „autokratycznej”
można wysnuć wniosek oto taki, że na odcinku praw wyborczych
Białoruś jest przed Murzynami, czyli Polską. Indeksy indeksami ale
wirus JOW stoi u wschodnich bram Rzeczpospolitej.
I to pomimo
tego, iż ten jowowirus pasożytuje na społeczeństwie innej
cywilizacji (vide: Feliks Koneczny).