piątek, 5 grudnia 2025

Polsko – białoruskie powinowactwo wyborcze?

Notka dotyczy porównania mechanizmu wyborczego do niższej izby parlamentu obowiązującego w Republice Białoruś i w III RP.

Tekst jest reprintem notki z maja 2020 roku – pod tym samym tytułem – opublikowanej na Salon24 i jow.pl.

Polsko – białoruskie powinowactwo wyborcze?

W pierwszej mojej notce na Salonie24 pt. „Prawo kandydowania a prawo zgłaszania w wyborach” dowodziłem ciągłości systemu wyborczego III RP z analogicznym funkcjonującym w PRL.
     W następstwie opublikowanych niedawno na Salonie dwóch notek dotyczących demokracji i autokracji przyjrzałem się systemowi wyborczemu funkcjonującemu u naszego wschodniego sąsiada czyli w Republice Białoruś.
     Co prawda Republika Białoruś została zaklasyfikowana do czwartej, najniższej grupy państw określanych mianem „reżimy totalitarne” ale III RP, ze swoją 30 letnią bohaterską walką o demokrację, znalazła się na końcu drugiej grupy pn. „demokracje wadliwe” i już za niedługo może spaść do trzeciej ligi zwanej
„systemy hybrydowe".
     Zatem moje porównanie ma jakiś sens tym bardziej, że naukowcy opracowujący wskaźnik demokracji (Democracy Index) biorą pod uwagę różne kryteria w tym m.in. proces wyborczy funkcjonujący w analizowanym państwie.
     Oto kilka danych porównawczych dotyczących prawa wyborczego do organu ustawodawczego czyli do Izby Reprezentantów RB i Sejmu RP:

1.    W Konstytucji RB mamy następujący zapis:
„Artykuł 69. Prawo do zgłaszania kandydatów na posłów należy do stowarzyszeń publicznych, kolektywów pracy i obywateli zgodnie z prawem.”
Przyznam się, że nie zgłębiałem tego zapisu zawężonego do treści „Prawo do zgłaszania kandydatów na posłów należy do /…/ obywateli” w białoruskim Kodeksie Wyborczym
, który ma 156 artykułów i 130 stron.
Ile głosów poparcia musi uzyskać kandydat, aby znaleźć się na ballot – karcie? A może funkcjonuje zasada depozytu? Oto jest pytanie.
Formalnie – dla obywatela - wygląda to nieźle choć w warunkach białoruskiej autokracji ten zapis może być martwy.
   
W polskiej Konstytucji czegoś podobnego nie ma. Za to ustawa niższej rangi – czyli Kodeks wyborczy z 2011 roku – nie pozostawia złudzeń:
 „Art. 84.§ 1. Prawo zgłaszania kandydatów w wyborach przysługuje komitetom wyborczym.”
Prawo kandydowania na posła ograniczone zostało do prawa zgłaszania kandydatów przez niekonstytucyjne epizodyczne byty prawne nazwane komitetami wyborczymi, które zaimplementowano do polskiego systemu wyborczego. W III RP suweren czyli obywatel jest „zerem”.
Na marginesie przypomnę tylko, że ordynacja wyborcza z 1952 roku mówiła, iż: „Prawo zgłaszania kandydatów na posłów przysługuje organizacjom politycznym, zawodowym i spółdzielczym, Związkowi Samopomocy Chłopskiej, Związkowi Młodzieży Polskiej, jak również innym masowym organizacjom społecznym ludu pracującego”.

2.    W Konstytucji RB jest zapis, że wybory deputowanych są:
powszechne, wolne, równe, bezpośrednie i tajne.
Wyżej wymienione pięć zasad jest zgodne z wytycznymi dla państwa demokratycznego ujętymi w
Kodeksie dobrej praktyki w sprawach wyborczych Rady Europy z 2003 roku.
Paradoksalnie Republika Białoruś, jako jedyne państwo w Europie, nie należy do Rady Europy a Polsce, która jest członkiem Rady, nie chce się nawet urzędowo przetłumaczyć wspomnianego dokumentu.
     Być może dlatego Konstytucja III RP uznaje tylko 4 zasady kodeksowe Rady pomijając bezceremonialnie zasadę wyborów wolnych. Widocznie jej autorzy mieli – po przejściach lat 1980 i 1981 -  mocną awersję do nazwy „wolny”, która jest synonimem takich przymiotników jak „samorządny” czy „niezależny”.

3.    Systemy wyborcze obu naszych państw są - z punktu widzenia teorii i praktyki wyborczej - diametralnie różne:
- w RB mamy system większościowy:
Izba Reprezentantów ma 110 deputowanych wybieranych w 110 okręgach wyborczych; z tego wynika, że 1 okręg liczy ok. 82 tys. mieszkańców. System ten jest stosowany w mateczniku nowożytnej demokracji czyli w Zjednoczonym Królestwie i zwany jest popularnie JOW.
- w III RP mamy system proporcjonalny:
Sejm ma 460 posłów, którzy wybierani są w 41 okręgach wyborczych, gdzie 1 okręg liczy prawie milion mieszkańców. Praojcem tego systemu jest ludowa demokracja PRL.

4.    W związku z ww. pkt.3 wymaga pewnego wyjaśnienia obserwacja o treści: jak funkcjonuje system JOW do najniższej Izby Parlamentu w warunkach państwa zaliczonego do tzw. „reżimu autorytarnego”.
Formalnie Białoruś jest państwem demokratycznym, o czym świadczy zapis w artykule 1 białoruskiej konstytucji: „Republika Białoruś jest jednolitym demokratycznym socjalnym państwem prawa”.
     W warunkach ordynacji JOW - dla przeciętnego obywatela Białorusi – liczy się kandydat na deputowanego a nie lista partyjna jak w III RP. W wolnych wyborach wygrywa najlepszy. To od wyborców zależy, czy zwycięskim kandydatem będzie osoba nominowana przez partię wodzowską czy ktoś inny.
W 2016 roku posłanką do Izby Reprezentantów została Anna Kanapacka ze Zjednoczonej Partii Obywatelskiej. Ledwo co została deputowaną a już zamanifestowała konieczność zmiany systemu większościowego, dzięki któremu dostała się do Izby zamiast wzmacniać „demokrację” a osłabiać „autokrację” – jeśli oczywiście większość wyborców tego by sobie życzyła. Pani Kanapacka w następnych wyborach do Izby w 2019 roku odpadła w swoim jednomandatowym okręgu.

     Z tego pobieżnego oglądu białoruskiej demokracji „autokratycznej” można wysnuć wniosek oto taki, że na odcinku praw wyborczych Białoruś jest przed Murzynami, czyli Polską. Indeksy indeksami ale wirus JOW stoi u wschodnich bram Rzeczpospolitej.
I to pomimo tego, iż ten jowowirus pasożytuje na społeczeństwie innej cywilizacji (vide: Feliks Koneczny).

sobota, 8 listopada 2025

Wyjście Węgrów z niewoli homo sovieticus’a

Truizmem jest stwierdzenie, że demokracja to ustrój polityczny, w którym władza należy do ludu i jest sprawowana przez obywateli.

Po II wojnie światowej kraje bloku wschodniego miały własną odmianę demokracji nazywaną demokracją socjalistyczną.

Ten ustrój polityczny charakteryzował się tym, że prawo do sprawowania władzy było zmonopolizowane przez niewielką grupę obywateli skupionych wokół partii komunistycznej.

W praktyce polegało to na tym, że powszechne prawo wyborcze – składające się z dwóch praw: czynnego (prawo do głosowania) i biernego (prawo do kandydowania) – zostało podporządkowane temu monopolowi: wszyscy obywatele mieli czynne prawo wyborcze ale żaden obywatel prawa biernego już nie miał.

Transformacja z lat 90-tych ub. w. nie naruszyła ww. patologicznego rozwiązania dotyczącego powszechnego prawa wyborczego.

Nadal obywatele są pozbawieni prawa kandydowania do niższej izby parlamentu. Natomiast prawo to przejęła w spadku nowa grupa obywateli tzw. beneficjenci transformacji ustrojowej.

Tak jest do tej pory np. w III RP.

A jak poradzili sobie Węgrzy z wyjściem z tej wyborczej niewoli homo sovieticus’a?

W 2011 roku węgierska Konstytucja po prostu ograniczyła monopol tej uprzywilejowanej grupy wyborczej w Parlamencie do 93 posłów, na 199 posłów ogółem.

Pozostałe 106 miejsc w Parlamencie odzyskali obywatele: prawo kandydowania ma każdy uprawniony obywatel, czy to nominowany przez partię czy kandydat niezależny.

Oznacza to, że średnio na 1 miejsce przypada ok. 90 tys. mieszkańców, w tej 106 osobowej grupie parlamentarnej.

Wynik zbliżony jest do standardu angielskiego czy francuskiego, gdzie mamy odpowiednio: 106 tys. i 120 tys. mieszkańców na 1 mandat.

Nadmienić należy, że w Wielkiej Brytanii oraz we Francji wszyscy uprawnieni obywatele mają pełnię praw wyborczych a nie tylko prawo czynne jak jest w Polsce.

Państwo węgierskie, które przez ponad pół wieku było pod władzą komunistyczną potrafiło wyrwać się z pęt wyborczej niewoli Pax Sovieticus’a wybierając drogę minimalizowania dostępu do władzy uprzywilejowanej – prawem kaduka - grupy obywateli.

Zatem Węgrzy spokojnie i ewolucyjnie mogą zmierzać ku pełnej demokracji.

Tylko nas Polaków żal, bowiem blok beneficjentów transformacji ustrojowej 1989 roku pilnuje jak oka w głowie swojego wyborczego spadku po poprzedniej demokracji socjalistycznej.

Blok ten jest gwarancją funkcjonowania ułomnej polskiej demokracji, gdzie – podobnie jak w PRL – obywatele traktowani są jako przedmiot w procesie sprawowania władzy a nie jego podmiot.

Nadal podmiotem jest niewielu ONYCH, fotogenicznych, a nie MY – reszta społeczeństwa, czyli niefotogeniczni, jak mawialiśmy w latach komuny korzystając z orzeczników branży telewizyjnej.


poniedziałek, 20 października 2025

Babokracja cyli syćko o Wos bez Wos (3)

3 listopada 2012 roku zmarł we Wrocławiu, w wieku 73 lat, prof. Jerzy Przystawa, inicjator i organizator Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych.

Oto panegiryk sławiący Jego Osobę i ideę JOW, napisany kilka miesięcy przed śmiercią Profesora.

Babokracja cyli syćko o Wos bez Wos  (3)

Ksiondz Józek Tischner z Łopusznej, Ponie Boze świyć nad jego dusą, razu jednego wspominoł swojego kumotra Jurka od Przystawów, tyz prefesura:

„Powiedz-ze nóm Jurek, cymu ty tak chodzis po kroju, z ludziami godos, naprawiać ik fces, a hasnu z tego nijakiego ni mos, ino same kłopoty?  Co cie tak ku ludzióm ciągnie? Myślis, ze zdoles ich naprawić?.”

Prziboce co Przystawy sóm jest górole co to bacowoli przi Pięciustawak. Kie nowe casy nastały Jurek wyjechoł kasi na doliny prościć drózycki Moiściewy Demokracyi w norodzie. „Źniwa po prowdzie sóm wielgie ba budorzy mało”. Tak pedzioł. I poseł hań ka nima ni lasów smrekowych ni hal.

Casym Jurek wrocoł nazod ku stawom. To zaś siadywoł na przyzbie, zadumoł sie na Tatry potrzęcy i prawi:

„Ju noł” - zacon z wysoka jaze jedlicki zaszumiały tak jakosi mondrze. „Zdaje mi się co śleboda nasa, polsko, sóm jest cosik koślawo. Jezdzowołek jo tele światy. Chodzowołek po górak, dolinak. Za Wielkom Wodom, znacy w Hamaryce, byłek tyz. Widziołek ludziska noinakse. Nie bedym wóm duzo godoł, ale wóm powiym, co nolepso demokracyja sóm jest w Jangliji. Powieccie wy mi co myślicie”.

Prefesur Jurek, nas mędrol podhalański, wiy co nojlepi godos kie dobrze słuchos. Zrobiyło sie cichucko jaz w usach bzycało. Rusołek głowóm piyrsy coby ponukać gwarzbe.

„Dy, za downyk casów, kie demokracyja była cyrwono, śkreśloć nie kozano. Fte pirsi na listak wyborcyk ostawali posłami. Teroz, kie demokracja sóm jest cosik bledso to na odwyrtke trza dać krzyzok. I snowa przodujonce z totych list posłują. Dialektyka jakisi babsko w tym  jest. Ba jakoz to mos cłeku połapać rozumy pytom sie jo górol. Toli nie lepi coby nowy jaśpon zaklepoł z wójtem i plebonem roz na wieki co i jak mo być  i ślus”.

Prefesur zadumoł się na to jaze rynki opuścił.

Wtyncos Tomek zagodoł: „Ceper  mo  telo rozumu co cipurka.”

Kuba mu sekundowoł: „A mondry ceper  telo co dwie cipurki”.

„Barzo mondry ceper ustompowuje głupiymu tele casy, jaze sóm na głuptoka wyndzie” - ciongnoła wysyj Hanka Bystowoda.

Zniedobocka hipnoł siuhaj przede syćkik. Przezywajom go Dzony Skot. Zawrócił se Ón wcora ode góroli ze Skotlandi do chałupy ojcowistej na zimowe lezysko. Zielone dutki wyłazom mu z kyrpcy ka piyrwij u oćca słóma z kapci. A i kufa u niego cosik wiynkso a nie mało. Dzony głóskiem podaje:

„Cystóm prowde Prefesur godo. Trza wóm wiedzieć, co Jangliki sóm jest pierony zmyśne. Somek widzioł, co kazdy cłek, kieby ino nie był  źrybcok, moze stawać na posła do Izby Gminnej w Landynie nad potockiem Tam i Za. Prawo ik stoi cobyś ino potrafiył lycyć do dwók. Znacy:

Po piyrse: musis cłeku zebrać dziesiync podpisów ode kamrotów i napisać kany trza,

I po drugie: musis dać załóg znacy kałcyje. Po kiela zapyto się ktosi? Ano piynć sta dutków półkilowych. Kiebyś nie dostoł piynć procynta poprzycia fte calućki załóg przepod ci na amyn i ślus.

Sóm-ek śpekulował cobyk zasiadować w totyj Izbie. Ba babecka moja ostomilso zajona mi óne piynć sta funtów na pocet swoik kiecek i rajtek. Nei tak to wej skóńcyło sie moje zywobycie politika u górzan hań za wielgim potokiem cyli kanałym.”

„Pomiarkujcies chłopcy co wóm powiym” – snowa zaświyrgotała Hanka. „Zauwazyłak co elita ceprowska nabyła licherne prawo wyborce za marne grose ode princa Walgo Donta. Stryka nasego hrabiego Walgo Deskom. Ostoł ci Ón takowym unijnym świyntym, co to napisoł jedynoste przikazowanie: Syćko o Wos bez Wos. Pokrony zawcasu trza sie go naucyć. I uwazować, jako bedzie kiejsi pirse”. 

 „Sza poba” - rzeknoł Prefesur.  Zrobiyło się cicho.

 „Nejści, scynśliwe ludziska sóm hańte Jangliki. Bo mogom licyć ino do dwók a nie do seściu jako nos ksiondz przimuso”  – krzonknoł  Jaśko Głuptok.

„Do dziesiynciu, zbereźniku jedyn. Tobie furt łazi po kufie ino sóste przikazowanie” - rzeknóła dokumyntnie cycato Maryna.

Padały licby. Jak talory pomiyndzy warchloki.

Poźrołek bez śklonecke na Maćka cyli nasego doktora ode politiki. Porusył sie cosik głośno a nerwowo. Kie był chłopcyskiym, to w śkole mu nie sło. Znacy z porachowaniem do dwók. Teroz dzieci ucy rozumności wseleniejakiej. O  demokracyji tyz. Maciek jednakoz cale sprostok nie jest. Wiedzioł co Dzony, choć przynapity, ba swój rozum mo. I rencyska okrutecne i ciynzkawe tyz. To setnie śmiysne nie jest a i reśpekt daje.

Snowa cisa ka makiem zasioł. Ino smereki przy stawak zasumioły miełośnie przyśpiywke o swoim  Jurku:

„Poseł w cepry ka Janosik

Podnieś  demokracje  cosik

Nie ciupagom ba rozumem

Nic to. Ceper  woli  cosik

Swojom gęmbe  w portkach nosić

W kufie  zaś gazowom wode”

Wiecorkiem kóniki zawiyzły mnie nazad du dómu. Zyrkadlo do mnie godo: „Poźryjze na sie, to i do dziesiynciu zliczys. Do piynć sta to ino razym z twojom ślubnom”.

Usnołek. I na śnisku uwidziołek jesce grabinioka z napisem demokracyja, furmona znacy obywatela co kapke przysypio i wesołe kóniki na przodku cyli elite politycnom. Ej, Jezusie Maryjo przecie kasi kiesi słysołek ode Ksiondza, co „dobrej elity tak cy tak nie nojdzies, a zła nojdzie cie samo”.

Dziesiynć i piynć sta, piynć sta i dziesiynć. Kie to proste. Gaździna Ela sóm jest Wielgo. Musi być z Waksmunda z Podhola a nie z Windsora jako podajom dlo niepoznaki.

Usłysołek muzyke. Zdaje sie Chochoła. A moze to letniki z Warsawy. Zwidy i omamy zacony tońcyć po izbie. Po dwa, po śtyry, po sesnoście. Nijakiego hasnu. Ino dutki, dutki, złota klatka, złoty róg. Ino piynć procenta.  Haj.

Wojtas b.Sportas, 17 stycznia 2012 r.



czwartek, 7 sierpnia 2025

Digitális Polgári Kör (DPK) czyli Cyfrowe Koło Obywatelskie

Dnia 26 lipca br. na FB ruszyła grupa DPK, którą nagłaśnia również Viktor Orban, premier Węgier.

DPK ma swoją internetową stronę: https://dpkor.hu/ . Mamy tam informację o 56.387 członkach czyli liczbie niebagatelnej.

Misja DPK to:

Jesteśmy zjednoczeni, aby chronić naszą kulturę, język i tożsamość – również w świecie online. Obowiązkiem naszego pokolenia jest walka o cyfrową wolność. Mieszkając w dowolnym zakątku Kotliny Karpackiej, Ty również możesz kształtować losy narodu węgierskiego.

Na FB jest wypowiedź, z dnia 6 sierpnia, Viktora Orbana o treści:

"Dzisiaj postanowiłem zaprosić do założonego przez nas Cyfrowego Koła Obywatelskiego moich rodaków, którzy są gotowi zrobić wszystko, aby zachować węgierską kulturę, tożsamość i wolność również w świecie online. Dołącz do nas klikając w poniższą grupę i bądź częścią pierwszego cyfrowego budownictwa narodowego w historii Węgier!
Od czasu naszego spotkania w Tusványos Węgrzy rozpoczęli okupację cyfrową, podczas której Węgrzy kochający swój kraj zajmują należne im miejsce w mediach społecznościowych, kończąc internetową kulturę nienawiści rozpętaną przez globalistów i ich rodzimych powstańców.
W ciągu kilku dni dotarliśmy do ponad 55 tysięcy osób, więc to może być początek wspólnego myślenia. Budujemy pracownię intelektualną bez granic, która jednocześnie pragnie służyć jako cyfrowa schronienie dla mnóstwa dobrej woli Węgrów - większości, która do tej pory nie znalazła miejsca w często okrutnym szaleństwie mediów społecznościowych.
Jedno jest pewne. Zamieszkaj gdziekolwiek w kotlinie Kárpát, jeśli los Twojej ojczyzny jest dla Ciebie ważny, liczymy na Ciebie w tej wspólnej drodze! Dołącz do grupy na Facebooku Digital Citizens Circle i wspólnie kształtujmy przyszłość Węgier!"
Reguły grupy DPK na FB są następujące:
1/ Cyfrowy system odpornościowy
Łączymy siły, aby stworzyć stabilną internetową sieć bezpieczeństwa kulturowego, chroniącą nasze wartości narodowe, język i tożsamość – nawet w zdigitalizowanym świecie.
2/ Tworzenie
Mocno reprezentujemy nasze wartości, oparte na obywatelskich, chrześcijańskich i konserwatywnych fundamentach, w mediach społecznościowych. Wnosimy nasze narodowe… Zobacz więcej
3/ Duma
Odrzucamy kulturę zniszczenia i nienawiści w przestrzeni online. Węgrzy są dumną, pokojową i silną społecznością nawet w zdigitalizowanym świecie.
4/ Warsztat intelektualny
Świat nie buduje się sam, musi być budowany. Dotyczy to również świata online. Musimy wspólnie znaleźć rozwiązania dla wyzwań XXI wieku. Cyfrowe Kręgi Obywatelskie to areny wspólnego rozwoju tych rozwiązań. Są platformami produkującymi wiedzę i dzielącymi się przemyśleniami. W Cyfrowym Kręgu Obywatelskim łączymy się ze sobą w oparciu o tę postawę. Członkowie Kół pozostają w bezpośrednim kontakcie z przywódcami Węgier, dzięki czemu możemy wspólnie kształtować losy narodu węgierskiego.
5/ Algorytm narodowy
To my zbudujemy algorytm narodowy, który opiera się na potrójnej jedności naszego credo: pozostać Węgrami, chronić naszą wolność i… Zobacz więcej
6/ Jedność
W świecie online zniesiemy granice między Węgrami a Węgrami. W przestrzeni cyfrowej zjednoczymy Węgrów z Kotliny Karpackiej i cały świat.
7/ Spójność
Członkowie Cyfrowego Kręgu Obywatelskiego będą trzymać się razem w świecie online i poza nim. Wspieramy się nawzajem w najróżniejszych dziedzinach życia, aby cyfrowa… Zobacz więcej
---------------------------

Czy da się porównać ze sobą dwie formacje obywatelskie i w Polsce i na Węgrzech: na przykład Komitet Obywatelski przy Przewodniczącym NSZZ „Solidarność” Lechu Wałęsie z grudnia 1988 roku z (Cyfrowym) Kołem Obywatelskim DPK (Fidesz Viktora Orbana), z roku 2025?

W Polsce komitety, partie et cons. są od początku i z natury rzeczy tworami obcymi wobec społeczeństwa. Jest to wynik wadliwego mechanizmu wybierania posłów do Sejmu, który został skopiowany z demokracji socjalistycznej gdzie obywatel nie był podmiotem najważniejszego prawa jakim jest prawo wyborcze.

Polski proporcjonalny mechanizm skutkuje tym, że dwa główne bloki polityczne walczą zażarcie między sobą, mając w sempiternie obywatela, którego wyborcza pozycja jest taka sama jak w PRL czyli żadna.

Na Węgrzech od 2011 roku demokracja jest prawie wzorcowa, z punktu widzenia obywatela jako podmiotu prawa wyborczego w państwie demokratycznym. Parlament składa się z 199 posłów z czego 106 posłów jest wybieranych w jednomandatowych okręgach wyborczych. W okręgach JOW każdy obywatel może startować do tego najważniejszego organu państwa. 

W 2022 roku FIDESZ Viktora Orbana zdobył 87 mandatów w okręgach JOW (na 106 możliwych) z czego tylko 2 w Budapeszcie (na 18 możliwych).

Większościowy mechanizm JOW wymusza na głównych aktorach sceny politycznej jakim są partie, nie walkę ze sobą jak w Polsce - chociaż ta na pewno istnieje w segmencie proporcjonalnego wybierania 93 posłów - ale walkę o obywatela jako pełnoprawnego podmiotu procesu wyborczego. Ta prawna podmiotowość Węgrów skutkuje tym, że partie są „sługami narodu” węgierskiego a nie odwrotnie.

Dowodem na determinację głównej węgierskiej partii (FIDESZ) w walce o obywatela jest powstanie ogólnonarodowego Koła Obywatelskiego, którego działalność – w dłuższej perspektywie – powinna dać zaplanowane efekty nie tylko twórcom ale przede wszystkim obywatelom.

Jan Kowalak, 8 sierpnia 2025



niedziela, 22 czerwca 2025

Partia TISZA a węgierska scena polityczna

Ostatnie wybory do węgierskiego Parlamentu odbyły się 3 kwietnia 2022 roku.

Partia TISZA (Partia Szacunku i Wolności) została założona w 2021 roku. W wyborach 2022 roku partii nie udało się zarejestrować ani listy ogólnokrajowej, ani indywidualnych kandydatów w okręgach.

 

Przed wyborami do Parlamentu Europejskiego w 2024 roku do partii dołączył Peter Magyar, którego aktywność doprowadziła do sukcesu partii w wyborach do PE.

„Magyar stał się głównym przeciwnikiem politycznym premiera Viktora Orbana. Po raz pierwszy zrobiło się o nim głośno, gdy w wywiadzie medialnym ujawnił skalę korupcji na szczytach węgierskiej władzy. Wywiad ów odbił się szerokim echem na Węgrzech – w krótkim czasie zdobył on kilkaset tysięcy wyświetleń. A Magyar dostęp do tajemnic rządu ma, bowiem jest byłym mężem bardzo niegdyś wpływowej byłej minister sprawiedliwości Judit Vargi i osobą w przeszłości blisko związaną z aparatem władzy” (za www.euractiv.pl).

 

Na Węgrzech wybory do Parlamentu Europejskiego odbyły się 9 czerwca 2024 roku.

Partia TISZA zdobyła 7 miejsc na 21 możliwych, uzyskując 29,60 % głosów wyborców.

Do PE weszły jeszcze 3 ugrupowania: FIDESZ+KDNP z 11 mandatami (44,82% głosów), DK+MSZP+P z 2 mandatami (8,03% głosów) oraz Mi Hazank z 1 mandatem (6,71% głosów).

Na pozostałe 7 ugrupowań, które nie zdobyły żadnego mandatu, oddano 10,84% głosów.

 

Najbliższe wybory do węgierskiego Parlamentu odbędą się na wiosnę 2026 roku.

W związku z tym, już teraz, zaczynają pojawiać się w polskiej prasie artykuły dotyczące możliwej konfiguracji nowego węgierskiego Parlamentu, uwzględniające ww. wyniki wyborów do PE z 2024 roku oraz bieżące wyniki sondaży poparcia dla nowego gracza politycznego jakim jest partia TISZA.

W tych artykułach stosuje się – świadomie czy nie – technikę jednego „proporcjonalnego” miernika sondażowego dla dwóch różnych systemów wyborczych: większościowego i proporcjonalnego.

 

Wszyscy wiemy, że węgierski Parlament ma 199 posłów. Składa się z dwóch grup posłów, którzy otrzymują mandaty w dwóch różnych systemach wyborczych: w większościowym (angielski JOW) i w proporcjonalnym (metoda d’Hondta); odpowiednio: 106 i 93 (92 plus 1 dla mniejszości niemieckiej) posłów.

W ostatnich wyborach do węgierskiego Parlamentu, które odbyły się 3 kwietnia 2022 roku, koalicja Fidesz+KDNP zdobyła 87 mandatów (na 106) w okręgach JOW i 48 mandatów (na 93 minus 1) w jednym krajowym okręgu tzw. d’Hondta czyli razem 135 mandatów tj. 67,8% ogólnej liczby parlamentarzystów.

 

Wybory do PE są proporcjonalne i sondaże poparcia dla partii też podawane są w procentach. Zatem miernikiem poparcia dla np. partii TISZA czy FIDESZ dotyczyć może tylko segmentu „proporcjonalnego” węgierskiego Parlamentu, a więc dla grupy 92 posłów.

Dla przykładu: jeśli jakiś publikator podaje, że „Według sondażu partyjnego przeprowadzonego przez Republikon opozycyjna partia TISZA może liczyć na 39 procent poparcia, a Fides - na 32 procent” /Internet/.

Oznacza to ni mniej ni więcej, w przybliżeniu, że ww. 92 mandaty otrzymają: 36 TISZA (39%), 30 FIDESZ (32%) oraz 26 mandaty RESZTA.

Nie podlega dyskusji fakt iż segment „większościowy” węgierskiego Parlamentu (106 posłów) nie może być analizowany miernikiem „proporcjonalnym”, jak dla ww. grupy 92 posłów.

Dlatego, że oddawanie głosu na kandydata (system JOW) a oddawanie głosu na partię (system d’Hondta) to są jakościowo dwa różne, nieporównywalne ze sobą systemy wyborcze: w jednym podmiotem procesu wyborczego jest kandydat a w drugim podmiotem jest partia.

 Jan Kowalak, 22.6.2025

 

środa, 4 czerwca 2025

POSŁANKA Z KARTOFLAMI studium przypadku „Wadliwy mechanizm wybierania posłów do Sejmu III RP”

 Dnia 29 maja br. jedna z posłanek – dalej KG - zdobyła się na wyczyn głośnej, medialnej prywatnej dostawy kartofli do domu pomocy społecznej.

Ten przypadek daje nam okazję aby przyjrzeć się posłowi, jako osobie publicznej, z punktu widzenia tych którzy go wybrali.


1. Skądinąd wiemy, że posłowie mają ustawowy obowiązek „informować wyborców o swojej pracy i działalności organu, do którego zostali wybrani”.

Czy prywatny czyn charytatywny konkretnego posła – w formie autopromocji w postaci dostawy toreb z warzywami - do takiej pracy należy? Chyba raczej nie.

W wyborach 15.10.2023 roku posłanka KG uzyskała 85.283 głosów na 730.744 głosów ważnych w okręgu nr 20, czyli 11,67 % głosów oddanych na swoją kandydaturę.

Jest to dobry, bo drugi, wynik w tym okręgu 12-to mandatowym, gdzie rozrzut poparcia dla osób, które zostały posłami, wyniósł od 17,46% do 1,31%. Zatem rekomendacja własnej osoby przy pomocy „kartofli” jest niezrozumiała.

Dla porównania, niedawno bo w czwartek 1 maja br w wyborach uzupełniających do Izby Gmin w Wlk. Brytanii, w okręgu jednomandatowym Runcorn i Helsby, przy frekwencji 32.655 i 15 kandydatach, dwie główne rywalki otrzymały odpowiednio: 12.645 (38,72 %) i 12.639 (38,70 %) głosów (różnica 6 głosów wymusiła ponowne ich przeliczenie dające pewność co do wyniku).

Wniosek: w polskim okręgu nr 20 owe 12 mandatów uzyskali kandydaci ze średnim poparciem 5,16% głosów oddanych na kandydata.

Dla porównania: w angielskim ww. okręgu R. & H. mandat posłanki uzyskała osoba z poparciem 38,72%. Nadto ustępujący „karnie” w tym okręgu poseł Mike Amesbury miał w generalnych wyborach w dniu 4 lipca 2024 roku 52,9 % poparcia.

Różnica poparcia dla kandydatów, którzy uzyskali mandat – między systemem polskim a angielskim – jest kolosalna.

Problem nie leży w jakości wyborców głosujących w Polsce czy w Anglii ale w słabej jakości polskiego systemu wyborczego, którego celem nie jest odpowiedzialność posła przed wyborcami dający mu solidny mandat przedstawicielski.


2. Czy wyborcy okręgu wyborczego nr 20, z którego posłanka KG została wybrana, mają jakiś wpływ na to aby ich poseł nie mylił zadań służbowych z prywatnymi?

Odpowiedź jest jasna: Wyborcy polscy nie mają żadnego wpływu.

Prawo kandydowania do Sejmu mają tylko i wyłącznie osoby ujęte w zbiorczych listach kandydatów zgłaszanych przez niekonstytucyjne epizodyczne byty prawne zwane Komitetami wyborczymi.

Żaden obywatel polski nie ma biernego prawa wyborczego do Sejmu podobnie jak to było za czasów PRL i tym właśnie polska scena polityczna różni się od angielskiej.

W demokracji angielskiej każdy uprawniony wyborca może być kandydatem do Izby Gmin, czy to jako kandydat nominowany przez partię czy to jako independent. Musi tylko spełnić 2 warunki: zebrać 10 podpisów oraz wpłacić depozyt &500, który jest mu zwracany gdy uzyska 5% głosów.


3. Przypadkowo, przy zaistniałym incydencie z kartoflami dowiedzieliśmy się o funkcjonującym w strukturach państwa procederze pewnej odmiany partyjnego nepotyzmu. Partyjnego, bowiem podmiotem systemu wyborczego w Polsce są tylko i wyłącznie partie (dokładnie: Komitety) i wyborcom nic do tego.

No bo jak to tak: posłanka HG i jej mąż są posłami? Przecież to jest patologia mająca źródło w zgniłej etyce partyjnej, która pozwala na takie rozwiązanie.

W angielskim systemie wyborczym zwanym JOW (vide: okręg Runcorn i Helsby) zaistnienie podobnego nepotyzmu dwóch osób (mąż i żona) na poziomie wyborów w okręgu jest zwyczajnie niewyobrażalne: gmin może jest i czasami gł*pi ale kontrkandydaci w okręgu, gdzie jest bezwzględna walka o jeden przecież mandat, już takimi nie są.

Dlatego np. Partia Konserwatywna w swoim statucie ma rozdział pt. ”ETHICS, CONDUCT AND STANDARDS” (vide: Constitution of the Conservative Party. Part XII), który toruje drogę do prawidłowych zachowań swoich członków.

Moralność, dobra czy zła, członków każdej partii, czy to w Wlk. Brytanii czy w Polsce, jest prawdopodobnie zbliżona natomiast dobre normy etyczne obowiązujące członków na Wyspach są ujęte już na poziomie partyjnego Statutu, aby nie było czynów szkodzących dobremu imieniu partii. Takim na przykład czynem jest nepotyzm partyjny a la polacca upychający żonę i męża na partyjne listy kandydackie w wyborach.


4. Często, tak i w tym przypadku posłanki KG, blogerzy (czytaj wyborcy) ujawniają różne nadużycia polskich posłów a dotyczące świadczeń materialnych.

Jak sobie z tym problemem radzą Anglicy, którzy mają odmienny od polskiego system wybierania swoich posłów?

Przykładem jest zaimplementowanie do mechanizmu wyborczego instytucji „wyboru uzupełniającego”, w trakcie kadencji Izby Gmin.

Taki przypadek miał właśnie miejsce w okręgu Runcorn i Helsby, gdzie wybory uzupełniające zostały zwołane po rezygnacji deputowanego Partii Pracy Mike'a Amesbury'ego, który uprzedził petycję odwołania go z Izby z powodu skazania go za napaść.

Wniosek: w polskim systemie wyborczym odwołanie posła, przez tych wyborców którzy go wybrali, w trakcie kadencji, jest niemożliwe chociażby dlatego że wielomandatowość na to nie pozwala.


5. Akcja z kartoflami – a podobnych akcji medialnych w Polsce jest sporo - nie każdemu polskiemu wyborcy okręgu nr 20 może się podobać. Wszak Sejm to nie targowisko z warzywami itp. i wygłupy a la gimbaza nie powinny mieć miejsca.

Wobec takich zdarzeń wyborca jest bezradny: sam nie ma prawa kandydować do Sejmu a to jest warunek sine qua non istnienia demokracji w ogóle.

Dla przeciwwagi spójrzmy na ww. wybory uzupełniające w okręgu R.& H. od strony kandydata: na 15 kandydatów tylko 4 osoby uzyskały poparcie ponad 5% głosów zatem tylko im zwrócono depozyt &500.

Ciekawe i praktyczne jest to angielskie rozwiązanie.

Angielskim wyborcom żadne prywatne zagrania kandydatów nie są potrzebne. Okręg wyborczy jest ok. 16 razy mniejszy niż w Polsce (650 okręgów : 41 okręgów) to i znajomość kandydatów jest tyleż razy większa niż przy wielu listach kandydatów jak jest w Polsce.

Wtedy autentycznie może mieć miejsce selekcja pozytywna kandydatów do Izby Gmin.


6. Paradoksalnie tak w Polsce jak i w Wlk. Brytanii daje się zauważyć gołym okiem dwie dominujące siły rywalizujące ze sobą o pierwszeństwo w rządzeniu krajem.

Podobieństwo jest jednak pozorne.

W Polsce są to rzeczywiste bloki cementowane ideą porządzenia sobie krajem. Nazwijmy je umownie ONI. Cała większościowa reszta, bezpodmiotowa, to MY. Sytuacja znana z PRL.

A contrario: W Wlk. Brytanii mamy rywalizację dwóch głównych partii z jasnymi programami partyjnymi ukierunkowanymi na potrzeby obywateli, dlatego są to programy nie różniące się za bardzo. Do sytuacji wyjątkowej należy dobranie sobie koalicjanta przez zwycięską partię tak aby była większa skuteczność w parlamencie w realizacji programu.

Mówiąc w skrócie: angielscy wyborcy od zwycięskiej partii w wyborach oczekują realizacji jej programu deklarowanego przed wyborami; wiedzą zatem co ich czeka przez najbliższe 5 lat.

Warunki rywalizacji w obu państwach są również odmienne chociażby dlatego, że w Wlk. Brytanii mamy demokrację jakby wzorcową: wszyscy uprawnieni wyborcy mają pełnię praw wyborczych (prawo czynne oraz bierne) do Izby Gmin. Partie funkcjonują na zasadzie służebnej wobec obywateli, bez specjalnych przywilejów jak chociażby dofinansowywania ich działalności przez państwo.


Nie trzeba dużej spostrzegawczości by zauważyć, że to mechanizm wybierania posłów do Sejmu III RP jest wadliwy. Wadliwy oczywiście z punktu widzenia NAS obywateli bo ONI „i tak zawsze sami się wyżywią”, cytując klasyka.

Jan Kowalak, 4 czerwca 2025 roku


niedziela, 18 maja 2025

Demokracja walcząca jako anachroniczna następczyni socjalistycznej poprzedniczki

 

Paradoksalnie dzięki Panu Premierowi, Donaldowi Tuskowi, poznaliśmy definicję tej wersji odmiany polskiej demokracji jaka zapanowała po transformacji 1989 roku. Wbrew pozorom cezurą wcale nie jest 2024 ale 1989 rok.

W PRL mieliśmy demokrację socjalistyczną. Z ówczesnych pozycji ideowych demokracja na Zachodzie zwana była „burżuazyjną”.
A po 1989 roku zapanowała pustka nazewnicza. Dopiero Pan Premier nareszcie odważył się ją zdefiniować jako demokracja walcząca.

Demokracja – wbrew pozorom – musi mieć jakiś swój orzecznik dla oznaczenia swojego podmiotu.

W starożytnych Atenach owym podmiotem byli obywatele z prawem głosu, których było ok. 1/3 ogółu ludności. Była to demokracja ateńska.

W czasach nowożytnych, w takiej np. demokracji angielskiej, dzisiaj, podmiotem są wszyscy obywatele. Ich prawo stanowi, że każdy uprawniony wyborca może zgłosić swoją kandydaturę do Izby Gmin pod 2 warunkami: zebrać 10 podpisów oraz wpłacić depozyt 500&, który jest zwracany po uzyskaniu 5% głosów.

Natomiast w polskiej demokracji socjalistycznej uprawnienia „podmiotu” posiadały różne organizacje (vide art.33 ustawy Ordynacja wyborcza PRL)* mające prawo wyłączności do zgłaszania kandydatów na posłów.

W demokracji post socjalistycznej – nazwanej niedawno walczącą – nadal mamy prawo wyłączności w zgłaszaniu kandydatów na posłów przez komitety wyborcze (vide art.84 Kodeks wyborczy)*.
Nie może być inaczej ponieważ Ojcowie Założyciele III RP skopiowali z poprzedniej formacji ustrojowej dogmat o bezpodmiotowości obywatela na odcinku prawa wyborczego do organu, gdzie ustanawia się prawo. Dowodem na to jest brak biernego prawa wyborczego do Sejmu przez ogół wyborców.
Czy to jest w ogóle „demokracja”?
Nie znamy standardów państwa demokratycznego, które są zapisane w Kodeksie dobrej praktyki w sprawach wyborczych (Opinia nr 190/2002 Rady Europy), bowiem „władza” nie jest zainteresowana abyśmy je znali. Stąd brak urzędowego tłumaczenia tego dokumentu.

Na szczęście istnieje kraj byłych demoludów, które Konstytucją z 2011 roku wprowadziło upodmiotowienie obywatela. Są nimi Węgry i ich demokracja węgierska.
Warto przyglądać się tej demokracji bo to ona – a nie polska, walcząca – nie jest anachroniczna. 

*) https://jow.pl/prawo-kandydowania-a-prawo-zglaszania-w-wyborach/

 

Polsko – białoruskie powinowactwo wyborcze?

Notka dotyczy porównania mechanizmu wyborczego do niższej izby parlamentu obowiązującego w Republice Białoruś i w III RP. Tekst jest repr...